best html templates

© Copyright 2019 OAZA DŹWIĘKU - All Rights Reserved

JVC AX-1100

U PROGU CYFROWEJ REWOLUCJI

Mobirise

WSTĘP

Jest rok 1987. Płyta kompaktowa zdążyła okrzepnąć i trafić pod strzechy. Dla miłośników muzyki przestała być super drogim rarytasem. Z drugiej strony, odejście od 14-bitowych przetworników pozwoliło na dobre cieszyć się jej krystalicznie czystym dźwiękiem. Bez szumów i zniekształceń.


Czas pokaże czy ta czystość będzie cechą pożądaną. Melomani kilkanaście lat później zatęsknią za analogowym ciepłem.

Zdecydowana większość realizacji płytowych odbywa się na rejestratorach cyfrowych. W studiach, obok magnetofonów DASH, pojawia się najnowszy wynalazek: studyjny magnetofon cyfrowy DAT. Pierwszy, który ma szansę trafić pod strzechę. Gdyby nie protesty RIAA.

Konsumenckie modele, w większości, oparte są na kultowym Sony DTC-1000 ES.

Na rynku pomału zaczynają pojawiać się zewnętrzne przetworniki. Zbudowane na 16 a nawet 18-bitowych kościach dają już zdecydowanie większe możliwości niż kilka lat wcześniej. Wreszcie ze srebrnego krążka można wycisnąć komplet informacji, bez straty bitów.

W II połowie lat 80-tych niemal każda firma chce mieć w swojej ofercie wzmacniacz który będzie miał wbudowany przetwornik analogowo-cyfrowy. Kenwood, Marantz, Denon czy Luxman a nawet Technics swoje topowe integry wyposażają w cyfrowe konwertery. Z jakością dźwięku z tych przetworników niestety jest już różnie.

Victor Company of Japan to firma z tradycjami. Bardzo zasłużona dla światowego audio. Wystarczy wymienić takie wynalazki jak choćby opracowanie formatu stereo 45/45, system dźwięku przestrzennego CD-4 oraz technologie K2 i XRCD. Firma JVC wyprodukowała też pierwszy telewizor kolorowy, jest autorem technologii VHS i HDTV.

W latach 80-tych XX wieku JVC z powodzeniem konkurowało na rynku wysokiej klasy audio.

Firma produkowała znakomite magnetofony kasetowe i wzmacniacze stereo. Wszystkie swoje urządzenia wyposażając we własne wynalazki mające potencjalnym użytkownikom ułatwić życie.

Magnetofony kasetowe były wyposażone w specjalne, bardzo trwałe głowice, zdolne przenosić alikwoty sygnału dźwiękowego (budowane z ultra twardego sendustu). Firma miała też własny, kompatybilny z układem Dolby, system wyciszania szumów ANRS. Nie mówiąc o znakomitym algorytmie automatycznej kalibracji.

W 1979 roku zadebiutowała pierwsza z autorskich konstrukcji wzmacniaczy JVC – model A-X9.

Mam nadzieję, że uda nam się go dokładnie zrecenzować i przy tej okazji napiszemy Wam więcej szczegółów o jego dźwięku. W każdym razie jest to najrzadsza konstrukcja z całej serii. Czy najlepsza? Tego akurat nie jesteśmy pewni.

AX-1100 pojawił się na rynku u progu ery cyfrowej. Jak zwykle w tamtych czasach został on poprzedzony modelem japońskim oznaczonym jako Victor AX-1100.

Wszystkie zaaplikowane technologie służyły jednemu: oczyszczeniu sygnału. Po to, aby wyeliminować wszelkie zniekształcenia. Było to ważne, zwłaszcza w erze cyfrowej, epoce gdy źródłem dźwięku nie były gramofony a odtwarzacze płyt kompaktowych. Wzmacniacze stawały się wtedy najsłabszym ogniwem wysokiej klasy systemu. JVC zaproponował swoiste połączenie klasy A z klasą B. System aktywnego biasu który dawał dźwięk pozbawiony zniekształceń charakterystycznych dla sprzętu klasy B, nie produkując jednocześnie dużej ilości niepotrzebnego ciepła – jak miały to w zwyczaju konstrukcje w klasie A.

Trudno natomiast nazwać wzmacniacze JVC brzmiącymi analogowo, ale o tym przekonacie się w teście, do którego lektury gorąco zapraszamy.

Zanim jednak przejdziemy do szczegółowego opisu i oceny brzmienia AX-1100 warto napisać kilka słów na temat naszego testowego systemu. Zacznijmy od podstaw czyli pomieszczenia.

Sala odsłuchowa Oazy Dźwięku ma niecałe 20m2 powierzchni. W niedalekiej przyszłości zostanie jednak powiększona o kolejne 10m2. Przy jej przygotowaniu akustycznym pomagał nam pan Waldemar Łuczkoś z firmy Mediam – zaprzyjaźniony nami od lat. Serce oazowego systemu i jednocześnie punkt odniesienia wszystkich testów stanowi elektronika firmy Krell: wzmacniacz KAV300i w wersji mkII (1999 rok) oraz odtwarzacz KAV-280CD. Kolumny specjalnie dla nas przygotował Grzegorz Rogala ze Studia 16 Hertz – są to monitory Canto w specjalnej wersji Signature Plus. Od wersji standardowej różnią się tweeterem (Morel Elite) oraz jakością zastosowanych komponentów w zwrotnicy. Są zdecydowanie bardziej przezroczyste, mają lepszą średnicę i lepszy bas. Ogólnie brzmią zdecydowanie jaśniej od wersji podstawowej.

Wracamy do testu…

JAKOŚĆ WYKONANIA
JVC AX-1100 jest typową, solidnie zbudowaną japońską integrą z lat 80-tych. Jak to się dzisiaj mówi „zbudowaną bez oszczędności i kompromisów”. Na pierwszy rzut oka uwagę zwraca głębokość wzmacniacza. Może on się Wam zwyczajnie nie zmieścić na półkę. Na panelu przednim mamy duży potencjometr głośności z możliwością dodatkowej regulacji wzmocnienia w decybelach. Bogaty zestaw wejść i wyjść daje możliwość podłączenia aż dwóch różnych odtwarzaczy płyt kompaktowych, tunera, dwie pętle magnetofonowe i dwa wejścia uniwersalne (w tym jedno na panelu czołowym). Przedwzmacniacz gramofonowy pozwala wybrać rodzaj wkładki: MM i MC. Na panelu czołowym znajdziemy jeszcze: filtr niskich częstotliwości przydatny podczas odsłuchu z gramofonu, przycisk odsłuchu bezpośredniego wyłączający część przycisków panelu czołowego, selektor sygnału wyjściowego oraz potencjometry regulacji tonów wysokich i niskich (włączane dodatkowym przyciskiem).

Na panelu tylnym znajdziemy komplet pozłacanych gniazd typu cinch. Co ciekawe, jedno z gniazd służące do podłączenia odtwarzacza płyt kompaktowych ma także możliwość uziemienia.

Obudowa kryje spory transformator i dość duży radiator (przez prawie całą długość wzmacniacza).

JVC AX-1100 waży 15kg. Nie jest to waga ciążka ale wystarczająca aby zaufać jego konstruktorom.

Naszą uwagę zwróciła praca potencjometrów. Wszystkie działają z charakterystycznym oporem. Mimo upływu lat wszystko trzyma się bardzo dobrze.

Zanim przejdziemy do opisu brzmienia warto wspomnieć, że wzmacniacz który dostaliśmy do testów jest w 100% oryginalny, został odnowiony zewnętrznie a wszystkie jego parametry elektryczne są zgodne z instrukcją serwisową. Wszystkie kondensatory mieszczą się w tolerancji podanej przez fabrykę.

Wzmacniacz był odsłuchiwany wraz z odtwarzaczem „z epoki”, pasującym brzmieniowo referencyjnym modelem Pioneera – PD-75. Połączony kablem Audioquest Coral. Jako kabel głośnikowy pracował XLO Ultra 6.

BRZMIENIE
Testy rozpoczęliśmy po kilku godzinach od momentu włączenia wzmacniacza. To bardzo ważne dla tego modelu. Optimum parametrów osiąga po co najmniej godzinie odsłuchu.

Na pierwszy ogień poszedł ostatni album zespołu Yello – Toy (Universal/Polydor 2016) i nagranie zatytułowane Limbo. Dźwięk okazał się być bardzo wciągający i bardzo szczegółowy. Widać, że wzmacniacz znakomicie radzi sobie ze współczesną muzyką elektroniczną. Nie było może tego rozmachu i wszechobecnej kontroli znanej z odsłuchu systemu Krella ale dźwięk był bliski naszego ideału. Od razu zwróciliśmy uwagę na dwa aspekty: znakomita szczegółowość i bardzo dobra, szeroko rozciągnięta scena. Te cechy w toku całego testu okażą się znakiem rozpoznawczym wzmacniacza JVC. Ilość generowanych informacji (drugi i trzeci plan) znakomicie korespondowała z przyjemnością z odsłuchu. Żaden podzakres nie wysuwał się na pierwszy plan. Dźwięk był spójny i na tyle subtelny, że chętnie wysłuchaliśmy nie tylko tego ale i kolejnego utworu.

O ile w przypadku albumu zespołu Yello byliśmy zgodni w ocenie, o tyle przy kolejnym odsłuchiwanym nagraniu już nie do końca.

The Smile – utwór z genialnej płyty Schillera Leben (Universal/Magic Records 2004) znów pokazał fenomenalną wręcz scenę. Rozciągała się daleko poza nami, sięgała wgłąb (poza linię głośników) a część pozornych źródeł dźwięku była także zlokalizowana za naszymi głowami.

Mariusz zauważył dwie rzeczy: lekkie rozmycie szczegółów na basie (w porównaniu do elektroniki Krella) i lekko natarczywy głos wokalistki (o jeden poziom głośności wyżej i - jego zdaniem - byłoby nie do zniesienia). Nie podzielałem jego opinii.

Byliśmy natomiast zgodni co do neutralnego i bardzo szczegółowego charakteru przekazu. Spodziewaliśmy się jednak, że nie będzie tylu szczegółów, detali i wybrzmień co na naszym referencyjnym zestawie. Tutaj JVC nas bardzo pozytywnie zaskoczył.

Przyszedł czas aby zupełnie zmienić muzykę.

King Crimson to jedna z moich ulubionych formacji. Najbardziej lubię początkowy okres ich działalności czyli do płyty Red która stanowi pewną klamrę w twórczości Frippa i jego kolegów.

Album Lizard kończy się znakomitą choć bardzo trudną w odbiorze kompozycją tytułową w której muzycznie i akustycznie wiele się dzieje (30-th Anniversary Edition 24-bit remaster, Virgin 2000).

Trudność w odtworzeniu tego nagrania polega na tym, że bardzo dużo dzieje się na pierwszym planie a jednocześnie tło stanowi kilka instrumentów nieznacznie różniących się między sobą poziomami głośności. Na wielu systemach ten fragment zlewa się w jedną całość.

Mariusz, jako pierwszy zwrócił uwagę, że nic mu się nie zlewało i ani fortepian ani trąbka nie były natarczywe.

Wszystkie plany muzyczne zostały odtworzone poprawnie. Nie była to tak dobra mikrodynamika jak w Krellu (jedna z jego największych zalet) ale była na bardzo wysokim poziomie idąc w parze ze świetną szczegółowością.

Kolejne testowane przez nas płyty potwierdziły wcześniejsze spostrzeżenia.

Zarówno Barclay James Harvest w nagraniu Three weeks to despair z albumu River of Dreams (Polydor 1999) jak i Pink Floyd z remasterowej edycji płyty Animals (remastered by James Guthrie and Joel Plante – EMI 2011) zagrały dokładnie tak jak opisaliśmy wcześniej. Neutralnie, z dobrą mikrodynamiką i bez jakichkolwiek wyostrzeń.

Przyszedł czas na damskie wokale. Naszą referencyjną płytą jest wydany na CD choć nagrywany w DSD album 35-letniej chińskiej wokalistki Yao Si Ting. Zwykle skupiamy się na doskonale znanej, przepięknej balladzie Barbry Streisand o zakochanej kobiecie.

Już pierwsze dźwięki są w stanie położyć niejeden system. Znakomicie zarejestrowany głos urzeka swoją głębią. Niestety średnie tony często drażnią uszy. Tym razem było inaczej.

Mariusz był tym bardzo zaskoczony zwłaszcza w kontekście ceny jaką trzeba zapłacić za wzmacniacz JVC. No, ale 2500 DM w 1987 roku to było bardzo dużo i o tym trzeba pamiętać. AX-1100 nie był wzmacniaczem popularnym dostępnym dla każdego.

Głos Yao urzekł nas swoją barwą. Był delikatny a jednocześnie bardzo namacalny. Nie drażnił uszu. Delikatnie muskał nasze zmysły i przekonywał, że Yao jest naprawdę zakochana ;-)

The Gift czyli Prezent. Taki tytuł nosiła kolejna odsłuchiwana przez nas płyta. Jej autorem jest John Zorn. Amerykański saksofonista i multiinstrumentalista jazzowy. Płyta wydana przez jego własną wytwórnię Tzadik Records wspierającą wszelkie awangardowe i niezależne projekty. Egzemplarz którego słuchaliśmy był remasterowany na nowo. Masteringu dokonał Scott Hull.

Na tej płycie z reguły skupiamy się na nagraniu numer 4. Nosi ono tytuł Train to Thiensan.

Fenomenalna przestrzeń, odgłosy jungli i jadącego pociągu. Wzmacniacz JVC pokazał dużą klasę na tym materiale. Dźwięki można było pozycjonować nie tylko przed słuchaczem ale także za kolumnami, za głową słuchacza oraz – co było novum podczas tego testu – na poziomie góra-dół. Ten fragment zagrał na poziomie elektroniki Krella.

Mariusz stwierdził, że gdyby nie wiedział który wzmacniacz gra postawiłby na Krella. Bardzo dobrze słyszalne były wszelkie pogłosy i „przeszkadzajki”. Nic nie drażniło uszu. Wszystko było na swoim miejscu. Brawo !

Na koniec testu przyszedł czas na klasykę. Do odtwarzacza włożyłem koncerty fortepianowe Beethovena nagrane przez Krystiana Zimermana z Orkiestrą Filharmoników Wiedeńskich pod batutą mistrza Leonarda Bernsteina.

Album wydany przez Deutsche Gramophon w 1992 roku.

I to był kompletny odjazd. Niesamowity rozmach i dynamika. Jednocześnie znakomicie słyszalne wszelkie niuanse. JVC zdążył nas przyzwyczaić do świetnej mikrodynamiki (jak na swoją cenę).

Wysłuchaliśmy w skupieniu całego I koncertu fortepianowego. To było znakomite podsumowanie tego testu.

PODSUMOWANIE
Wybór wzmacniacza JVC na pierwszy test publikowany na łamach Oazy Dźwięku nie był przypadkowy. Od pierwszych chwil wydał nam się brzmieniowo bardzo ciekawy a dodatkowo firma nie jest dziś popularna w Polsce . Z naszych obserwacji wynika, że jedynie ludzie z wieloletnim doświadczeniem w audio, prawdziwi pasjonaci i melomani mają na ten temat wyrobione zdanie.

Wzmacniacz AX-1100 ocenialiśmy w odniesieniu do naszej referencyjnej, wielokrotnie droższej elektroniki. Naszym zdaniem wypadł znakomicie. Może się podobać prawdziwość i naturalność przekazu jaki oferuje. Trzeba jednak pamiętać o dokładnym doborze całej konfiguracji: od kolumn po odpowiednie źródło i okablowanie. Dobrze zestawiony potrafi zaskoczyć niejednego doświadczonego miłośnika audio.

Rozpoczynając odsłuch warto dać mu czas. Optimum parametrów uzyskuje po minimum godzinie pracy. Potem nie tylko cieszy ucho dokładnym brzmieniem ale też daje mnóstwo przyjemności.

Jest wrażliwy na słabe realizacje. Najbardziej na płyty z przesadzoną średnicą. Nadspodziewanie dobrze odtworzył fragment albumu grupy Daft Punk z monologiem Giorgio Morodera. Większość konfiguracji reprodukuje nieznośny dla ucha, dominujący bas. Tutaj dźwięk nie był zrównoważony ale słabość realizacji nie przeszkadzała w odsłuchu.

Podsumowując, w naszej, szkolnej skali ocen wzmacniacz JVC AX-1100 za całokształt otrzymuje mocną 4. 

Solidnie wykonany, oferujący prawdziwy dźwięk bez podbarwień. Neutralny, szczegółowy z kulturalnym, dość nisko schodzącym basem. 

Naszym zdaniem jego największą wadą jest własny, jednoznacznie jasny charakter dźwięku i wrażliwość na dobór pozostałych elementów systemu. W źle dobranej konfiguracji wzmacniacz ma skłonność do wyostrzeń na średnicy, brzmi przy tym męcząco i sucho. 

Należy jednak pamiętać, że im lepszy zestaw tym cięższa konfiguracja i tym więcej czynników wpływa na końcowe brzmienie. 

DANE TECHNICZNE:
Moc znamionowa: 2x 120 watt (8ohmów)
Pasmo przenoszenia: 3Hz-100kHz
Zniekształcenia harmoniczne: 0,003%
Damping Factor: 150
Waga: 15kg


COPYRIGHT BY OAZA DŹWIĘKU 2019